piątek, 1 stycznia 2016

002. THE ROAD

Grudzień, rok 1996

- Blaise, nie mam teraz czasu uganiać się za dziewczynami, które chcesz zaliczyć. - Wygląd młodego Malfoya diametralnie zmienił się w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Schudł, cienie pod jego oczami były dużo bardziej widoczne niż na początku semestru. - Przyjąłem wyzwanie bo mi na dumę wjechałeś. - Obracał w smukłych palcach różdżkę, opierając się plecami o ścianę.
- Dla mnie to nawet lepiej, mniejsza konkurencja. - Zabini zmierzwił swoje ciemne, idealnie ułożone włosy. - Dała się zaprosić na naszą małą imprezę noworoczną.
-Cieszę się twoim szczęściem, Diable - mruknął Draco, myślami będąc daleko od ich rozmowy. Marnował czas, który mógł poświęcić na wykonywanie zadań dla Czarnego Pana. Czuł, że ma coraz mniej czasu, że cierpliwość Voldemorta się kończy. A jemu powoli kończyły się pomysły.
- Dobrze się czujesz, Draco?
- Jak nigdy - rzucił blondyn z cierpkim uśmiechem. A co innego miał odpowiedzieć? Że nie radzi sobie sam z tą piekielną szafą, że już dwa razy nie udało mu się pozbyć dyrektora, że martwi się o matkę, że chciałby dać sobie z tym wszystkim spokój. Nie chciał ich w to wszystko wplątywać. Crabbe i Goyle byli na tyle głupi, że bez głębszego namysłu wykonywali jego polecenia. Blaise był na to za sprytny, a Teo zbyt inteligentny, szybko by się domyślili co Draco planuje, jakie dostał zadania. Wolał ich trzymać na dystans. Poza tym, nie mógł się przyznać, że boi się o matkę, o siebie.

Nowy Rok 

- Mówiłem, że to będzie najlepsza impreza jaką widziały te mury.
- I miałeś rację, Diable, miałeś, kurwa, rację.
Siedzieli na krzesłach w ich dormitorium podziwiając efekty noworocznej zabawy. Na stoliku stały puste butelki po alkoholu i talerze z niedojedzonymi smakołykami, które specjalnie dla nich przyrządziły skrzaty. Na żyrandolu wisiał krawat Draco, który nie przypominał sobie, aby w ogóle go zdejmował. Na podłodze leżały szaty uczestników, płaszcze, a na tym wszystkim pod ścianą spał Nott, na dodatek nie sam.
- Przegrałem zakład, uwierzyłbyś w to? - prychnął cicho Blaise, upijając kilka łyków kremowego piwa prosto z butelki.
- Gdybym nie był tego świadkiem, to bym nie uwierzył. W czym poległeś?
- Mówiłem ci, że to Krukonka, nie?
- Okazałeś się dla niej za głupi. - Draco parsknął cicho śmiechem ale widząc minę przyjaciela spróbował się nieco pohamować. - Stary, przykro mi. Ale tak serio. - Blondyn spoważniał i dopił wino ze swojego pucharu, aby zwilżyć gardło. - Jestem w szoku. Może napoił ją eliksirem miłosnym, jest bystry i pewnie potrafi co nieco uwarzyć.
Blaise rzucił podejrzliwe spojrzenie na śpiącego Notta, który obejmował Abigail w pasie. Zrobił się odrobinę zazdrosny. - Myślisz, że nasz Teo by się do tego posunął? Ale aż tak, żeby wygrać? Nieładnie. - Spojrzał na blondyna, marszcząc brwi.
- Ty też byś się do tego posunął, żeby ją...
- Moglibyście ciszej rozmawiać, próbuję spać - fuknęła ze złością Pansy, siadając na łóżku i wpatrując się w nich z oburzeniem. - Ja rozumiem, że życie seksualne Zabini'ego jest fascynujące, ale na Boga, jest siódma rano!
- A skąd ty wiesz, jakie jest moje życie seksualne? Chcesz stać się jego częścią, aby się lepiej zapoznać z faktami? - Gdyby nie jego zaskakujący refleks ścigającego zapewne poduszka uderzyłaby go w twarz. Zatrzymał ją jednak w bezpiecznej odległości od siebie. I drogocennej butelki piwa, którą trzymał w drugiej ręce. - Nie tak ostro. Bo pomyślę, że na mnie lecisz.
Zirytowana dziewczyna odrzuciła na bok kołdrę, poprawiła pospiesznie ubranie i wyszła z ich sypialni, zamykając za sobą niezbyt cicho drzwi. Blaise wstał z niewygodnego krzesła i rzucił się na swoje łóżko, na którym jeszcze przed chwilą siedziała Pansy. Z uśmiechem podłożył sobie ręce pod głowę. - Nareszcie.
- Mogliście z tą rozmową poczekać aż chociaż wyjdę. - Abigail wychodząc trzasnęła za sobą drzwiami jeszcze mocniej, niż zrobiła to Ślizgonka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz