niedziela, 10 stycznia 2016

011. THE ROAD

Wrzesień, rok 1998

- Nie podoba mi się, że tak dużo o mnie mówisz tej małej.
- Wspomniałem może kilka razy, to nic wielkiego - mruknął Teodor, spoglądając na niego znad książki do zielarstwa. Siedział na swoim łóżku, wygodnie oparty o poduszki. Draco leżał na swoim z rękami pod głową. - Powinieneś napisać pracę na obronę.
- Już napisałem. Jak nie mogę dokuczać Granger to się bardzo nudzę, mam dużo czasu na naukę. - Blondyn westchnął cicho po czym usiadł na łóżku i spojrzał na przyjaciela z błyskiem w szarych oczach. - Zróbmy coś szalonego.
- Wywalą cię jak odwalisz jakiś głupi numer.
- Mam w kufrze dwie nieruszone butelki Ognistej. Jest piątek. Blaise skołuje jakieś żarcie z kuchni. Napijemy się, zrelaksujemy, zaczniemy porządnie ten semestr. Możesz zaprosić Abigail, nie pogniewam się. A jeśli będzie się bała pić sama z trzema starszymi Ślizgonami to może zaprosić jakieś fajne koleżanki. - Uśmiechnął się nieznacznie, widząc, że Teo zaczyna się poważnie zastanawiać nad zgodzeniem się na ten pomysł. - Jak długo będziesz udawał, że się wahasz? Przecież już podjąłeś decyzję.

Kilka godzin później

- Smoku, to jedna z twoich najlepszych propozycji. - Diabeł był wyjątkowo tego wieczoru zadowolony. Abigail przyszła ze starszą koleżanką. Bardzo ładną koleżanką.
- Ognista też wyjątkowo dobra - odparł Draco, unosząc szklaneczkę w geście toastu. Lisa była bystra, znała się na Qudditchu i była bardzo w typie Zabiniego. Dobrze im się rozmawiało, tak dobrze, że długo zajęło im zorientowanie się, że Teodor i Abigail gdzieś zniknęli. Wrócili sporo po północy, trochę zdyszani, a dziewczyna była nieco zarumieniona. Zwykle perfekcyjnie ułożone włosy Notta były teraz potargane.
- Byliśmy na błoniach i jak wracaliśmy to wpadliśmy na panią Norris. Dosłownie, potknąłem się o tego pchlarza na schodach. - Blaise ryknął śmiechem, a Draco z powodu reakcji przyjaciela aż zachłysnął się Ognistą. - Zwialiśmy nim pojawił się Filch, bo futrzak narobił strasznego hałasu.
- Właśnie tak sobie wyobrażałem początek roku szkolnego. Alkohol? Jest. Piękne towarzystwo? Też jest.
- Dzięki, Blaise - rzucił słodkim głosem blondyn przerywając suszenie sobie różdżką koszuli, którą zachlapał alkoholem.
- I nawet udało się zaliczyć niewinny wybryk. Idealnie!
- Diable, ty już nie pijesz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz